POLSKA STACJA ANTARKTYCZNA
im. H. ARCTOWSKIEGO     STRONA ARCHIWALNA

Stacja "Arctowski" :: Wyprawy :: 34. Wyprawa (2009 - 2010) :: Polski Program Badań Podwodnych w Antarktyce 2009 - 2010 :: Przygotowania

Przygotowania


Opis pogody z drugiej połowy listopada 2009: Pochmurno. Ciągle wieje wiatr z S lub SW (wiatr z południa czyli od kontynentu Antarktycznego to wiatr zawsze bardzo zimny), wpycha do zatoki growlersy (duże odłamu lodowe) pak i gruz lodowy, ciągnący się długimi pasmami. Część Zatoki Admiralicji nadal jest pod lodem. Na Cieśninie Bransfielda, która oddziela Szetlandy Południowe (i naszą wyspę) od Półwyspu Antarktycznego widać dużo gór lodowych. Niektóre z nich – stołowe mają długość kilkuset metrów.

Budynek główny Stacji nadal jest po dach przysypany śniegiem, komunikacja pomiędzy budynkami odbywa się tylko przy pomocy skuterów śnieżnych. Hala nr 2 nadal jest dla nas nie osiągalna - zaspa przed wrotami ma 4m wysokości. Skuterem przejeżdża się prawie na wysokości jej dachu, trzeba również uważać na stojący obok zasypany PTS (pływający transporter samobieżny), z którego wystaje tylko szperacz.
 
 
     

Na zatoce stoi wiele gór lodowych oraz dużych growlersów. W czasie odpływu te wielkie bryły lodu osiadają na płyciźnie przy brzegu blokując dostęp do wody. Od strony lądu bariera śnieżna schodząca do brzegu ma miejscami grubość 2,5 m. W czasie przypływu fale podmywają ją od dołu, a z góry kumuluje się na niej śnieg z opadów.
Wchodzenie na taki śnieg jest niebezpieczne – można się zapaść i wpaść do lodowatej wody poniżej. Niestety w czasie przeładunku zdarzyła mi się taka przygoda, gdy wracaliśmy ze statku do Stacji. Rosyjski Zodiak dobił do bariery śnieżnej, my przeskoczyliśmy na nią zapadając się początkowo tylko po kolana. Lżejszy kolega poszedł pierwszy a ja za nim, dokładnie po jego śladach, gdy nagle zapadłem się w śnieg po pas i .... nie poczułem gruntu pod nogami. Starając się wyjść wpadłem jeszcze głębiej, prawie po szyję w miękki śnieg, ale nogami byłem już powyżej kolan w wodzie. Sam nie wydostałbym się z tej pułapki. Wyciągnął mnie kolega. A wszystko wydarzyło się dosłownie 15 m od głównego budynku Stacji!
 
     

Po trwającym prawie 2 tygodnie rozpakowywaniu i rozlokowywaniu bagażu całej wyprawy zabraliśmy się do przygotowywania naszego zaplecza nurkowego. Musieliśmy zorganizować wszystko od zera, gdyż na poprzedniej wyprawie nie było nurków, więc nie było również dla nich specjalnego pomieszczenia – a miejsca potrzebujemy dosyć dużo.
Podobnie jak przed dwoma laty zajęliśmy część laboratorium biologicznego znajdującego się w budynku dawnego greenhouse’u (szklarni). Kiedyś w budynku tym hodowano warzywa i – nawet kwiaty, ale zgodnie z zaleceniami Układu Antarktycznego przywożenie do Antarktyki zwierząt, roślin, nasion i gleby jest zabronione – więc z dawnej szklarni została tylko nazwa, którą używamy z przyzwyczajenia do dziś. Jedna ściana budynku jest przeszklona, wielkie panoramiczne okno z klejonych szyb pancernych „patrzy” wprost na basen centralny Zatoki Admiralicji. Tu mamy właśnie naszą „nurkownię”, tu stoi sprężarka, butle, rozwieszone są skafandry, jackety, automaty i cały nasz pozostały sprzęt w skrzyniach.

Pierwsze dni po przeładunku nie obyły się oczywiście bez emocji. Długo szukaliśmy wśród dziesiątków skrzyń naszej sprężarki spalinowej, która właśnie wróciła z serwisu. Była spakowana w standardowy kontenerek 80 x40x40 cm, taki jakich co roku zabieramy na wyprawę około 40 szt. No i niestety - im dłużej szukaliśmy, tym bardziej „jej nie było”. Różne myśli krążyły nam po głowie: może została w Gdyni, może załoga statku przełożyła ją gdzieś i nie zauważona pozostała w ładowni..... 
Sytuacja na szczęście nie była beznadziejna, gdyż zabraliśmy ze sobą drugą sprężarkę elektryczną („Bauer”), którą okazyjnie dostaliśmy przed rokiem używaną (sprawdziliśmy tylko, że silnik działa i spręża). Nigdy jeszcze nie nabijaliśmy nią naszych butli. Zabraliśmy ją tak na wszelki wypadek. I bardzo dobrze - jak się teraz okazało. Poza tym na Stacji jest duża sprężarka używana od lat tylko do nabijania butli rozruchowych do PTSa, więc filtry nie były w niej zmieniane od 2003 roku. W ostateczności moglibyśmy jej używać po dokładnym przejrzeniu i wymianie węgla (na szczęście jest na stacji zapas), ale czystość przewodów pozostawia tam wiele do życzenia. Zabrałem się więc do generalnego przeczyszczenia zapasowej elektrycznej sprężarki, przemyłem wszystkie zawory, węże, oczyściłem filtry itd. Elektryk dokonał przeglądu silnika.
Wszystko działa bez zastrzeżeń, manometr kontrolny wskazuje 230 atm.
Kolejnego dnia nabiliśmy więc nasze nowe butle, które dostaliśmy od firmy Vitkovice Milmet, skonfigurowaliśmy cały nasz sprzęt, wszystko posprawdzaliśmy. Naładowaliśmy akumulatory do kamery, lamp, latarek, posprawdzaliśmy, przeczyściliśmy wszystkie o-ringi, rozłożyliśmy, oczyściliśmy i złożyliśmy ponownie wszystkie komplety suchych rękawic na obręczach. Jest to dla nas bardzo ważne, gdyż jak w pierwszych sekundach dostanie się do środka woda o temperaturze zera stopni, dalsze nurkowanie jest już wtedy tylko oczekiwaniem „kiedy wreszcie się ono skończy”.

Przygotowaliśmy jackety Mares Dragon i automaty Mares Abyss z octopusami i konsolami, dobraliśmy odpowiednie obciążenia oraz skonfigurowaliśmy zestawy wypornościowe OMS, dopasowaliśmy i podociągaliśmy wszystkie taśmy, pasy, D-ringi.

Jesteśmy wreszcie gotowi na pierwsze nurkowanie testowe. Planujemy zrobić je w najbliższych dniach z brzegu na wejściu do fiordu Ezcurra, u podnóża Point Thomas, w miejscu nazywanym przez nas „Jedynka”. Znajduje się ono około 700m od Stacji i obecnie jest dostępne tylko przy użyciu skuterów śnieżnych.

Niestety, jak na razie nasz zamiar nurkowania pozostanie tylko zamiarem. Jest wprawdzie słonecznie, ale wieje mocno z NW, a więc od środka zatoki i na falach są białe grzywy. Pogoda cały czas pogarszała się, fale na zatoce są coraz większe, wprawdzie nasz meteorolog przepowiedział lekką poprawę przed wieczorem.... ale poprawa była naprawdę lekka, zauważalna tylko dla czułych przyrządów. Padał za to śnieg, a potem deszcz ze śniegiem. Nurkowanie musieliśmy odłożyć... i czekać na najbliższą dobrą pogodę.

26 listopada – od trzech dni wieje z N i NW (średnio 15m/s, często wiatr się wzmaga i wieje w porywach ponad 30m/s), czasem pada śnieg (przy tej sile wiatru „pada” oczywiście poziomo). Jak na razie nie ma mowy o zejściu pod wodę. Cały sprzęt mamy już przygotowany, teraz czekamy już tylko na poprawę pogody. I tak kolejny dzień...... 
Może dziś po południu, może jutro będzie lepiej, choć meteorolog nie podtrzymuje naszego entuzjazmu. (TJ)
 
 
 
 
 
 
 
 
Projekt, realizacja, opieka serwisowa: ARKTOS © 2009-2017 IBB PAN ZBA