POLSKA STACJA ANTARKTYCZNA
im. H. ARCTOWSKIEGO     STRONA ARCHIWALNA

Stacja "Arctowski" :: Wiadomości archiwalne - 2013 (listopad - grudzień)

Wiadomości archiwalne - 2013 (listopad - grudzień)


 
25 grudnia
-
Pierwszego dnia świąt popłynęliśmy w odwiedziny do brazylijskiej stacji Ferraz. Zostaliśmy przyjęci bardzo miło. Zgodnie z polskim starym zwyczajem nie popłynęliśmy w gości z pustymi rękoma. Poza małymi prezentami mieliśmy ze sobą tradycyjny barszcz oraz pierogi z kapustą i grzybami, tak, aby każdy członek brazylijskiej wyprawy mógł spróbować naszego jedzenia.
   
Drugi dzień świąteczny przeleciał bardzo szybko, we wspólnym gronie, na opowiadaniach i śmiechu.
 
Wizyta w Ferrazie  - wspólne zdjęcie
24 grudnia -
Widać było powagę sytuacji, męska część wyprawy znalazła żelazko - zostało ono nawet użyte... Wszystkie przygotowania były już dopięte na ostatni guzik. Telefony się urywały, skrzynka pocztowa była przeciążona, ciągle dochodziły nowe życzenia z całego świata. W końcu tuż przed godziną 18, stwierdziliśmy że pierwsza gwiazdka już jest na pewno na niebie. I zasiedliśmy do wspólnej wieczerzy. Przed posiłkiem wysłuchaliśmy życzeń od kierownika wyprawy, po których wszyscy składaliśmy sobie życzenia.
   
Kierownik składający życzenia
Grupowe świąteczne zdjęcie
   
Posiłek przerwała wizyta wyczekiwanego gościa. Św. Mikołaj przyszedł do nas wraz z  pomocną Śnieżynką. Wszyscy byliśmy bardzo grzeczni przez cały rok dlatego też dostaliśmy prezenty. Po wieczerzy przenieśliśmy się do drugiego stołu, tym razem pełnego łakoci. Wieczór minął na wspominkach i opowiadaniach, przy kieliszku wina.
23 grudnia -
Dzień przed wigilią przywieźliśmy Lionsów do nas na święta. W wigilię od rana rozpoczęło się świąteczne sprzątanie bazy.
 
Świąteczne porządki
   
W tym czasie w kuchni działo się bardzo dużo.
Kuchnie w pełni opanował duet Zosia i Ania oczywiście z małą pomocą innych. Reszta przystrajała stołówkę oraz ubierała choinkę.
 
Przed świętami
-
Okres przedświątecznych przygotowań nadszedł bardzo szybko. Dopiero co zeszliśmy ze statku, a tu już święta za pasem.  Tuż przed samymi świętami trzeba było "upolować " karpia. Co nie okazało się łatwe. Nasz "sklepik" był pełen, ale w końcu po dłuższych poszukiwaniach udało się znaleźć 4 sztuki dobrze zamrożonego polskiego karpia.
   
Następnym trudnym zadaniem było znalezienie odpowiedniej choinki. Ponieważ wybór był bardzo duży wybraliśmy te najbardziej odpowiednią czyli jedną z dwóch znalezionych w magazynku. Złożenie jej okazało się też nie za łatwym zadaniem.
 
Składanie choinki nie było takie łatwe
5 grudnia
-
Przylecieli do nas wyczekiwani od dwóch dni goście.
Była to 5 osobowa grupa z Chilijskiego INACH (Chilean Antarctic Institute), w składzie: Patricia, Carolina, Carla, Ricardo oraz Ernesto.  Wyczekiwana, ponieważ z przekazanych nam informacji mieli pojawić sie już 2 grudnia, jednak pogoda na tyle była niesforna, że nie umożliwiała lotów helikopterem.
 I nagle w godzinach poobiednich usłyszeliśmy warkot silników helikoptera.  Gdy wyszliśmy ukazały się dwie maszyny, podchodzące do lądowania tuż przed samolotem - głównym budynkiem. 
   
Pomogliśmy rozpakować mały ładunek, jaki przywieźli ze sobą chilijscy naukowcy. Piloci nie dali namówić się na krótką wizytę w bazie i małą kawę, zostawili ludzi i udali się z powrotem. 
 
Podchodzący do lądowania helikopter
   
Po krótkim przywitaniu i pomocy w rozpakowaniu się, zaprowadziliśmy gości do pokoi oraz pokazaliśmy ich nowy dom na kilka dni. Następnego ranka dwóch z nas wybrało się, wraz z grupą chilijską, aby zobaczyć miejsca gdzie będą oni pracować. Dni płynęły normalnie każdy wypełniał swoje zadania, grupa naukowców rano wychodziła w teren, wracali na obiad i znowu do późnego wieczoru pracowali w terenie. Oczywiście podczas wizyty na koncercie w bazie Carlini, wzięliśmy naszych gości razem z nami. Jednak czas był nieubłagany i nawet się nie zorientowaliśmy kiedy, przyszedł ostatni dzień naszych przyjaciół na polskiej stacji.
Wieczorem 11 grudnia, dzień przed rannym wylotem. Chilijczycy przyrządzili specjalnie dla nas małą kolację, ze specjalnościami ich kuchni. Po polsku nazwalibyśmy to pierożkami jednak oni nazwali to EMPANADA.
   
Pierożki z flagami polską i chilijską
Wspólna pożegnalna kolacja
 
 
 
 
 
 
Pożegnanie

 
 
 
Kolacja minęła szybko, krótkie pożegnanie też. Rano nieco spóźnione helikoptery umożliwiły zrobienie nam wspólnego zdjęcia.
 
 
Ostatnie wspólne zdjęcie
   
 Jednak w końcu pojawiły się i zabrały Chilijczyków na swoją bazę.
 
 
Rafał zawsze chciał mieć zdjęcie z pilotem. Pilot z Rafałem niekoniecznie :)
   
Ostatnie spojrzenie
Już odlatują
 
 
 
Udało nam się przy okazji wysłać pocztę pozostawioną przez turystów z wielu statków odwiedzających naszą stację. Teraz już tylko pozostało nam zacząć przygotowywać powoli święta. Ale na tablicy w kuchni odkryliśmy zostawioną małą podpowiedź jak przyrządzić chilijskie pierożki.
 
 
Krótki przepis jak przyrządzić dobrą kolację chilijsko-polską
24 listopada
-
 
Klują się!!!
Długo wyczekiwane zarówno przez pingwinich rodziców jak i przez nas pingwiny Adeli właśnie zaczęły się kluć! Dzisiaj pierwsze gniazda doczekały się potomstwa – małe szare opierzone kulki wyglądają spod maminej „spódnicy”, aby ujrzeć światło dzienne. Rodzice dbają o to żeby nie wyziębić pisklaków, wiec podnoszą się tylko na chwile.  Pierwsze potomstwa doczekują się pingwiny Adeli. Czekamy jeszcze na pingwiny białobrewe, a na końcu klują się pingwiny maskowe, tak więc powodzenia maluchy!
Pisklak Adeli (fot. Emil Kasprzyk)
17 listopada
-
 
Swoje 60 urodziny obchodził jeden z prawdziwych weteranów bazy. Kazimierz Połeć nie potrafił dokładnie powiedzieć, ile lat temu obchodził urodziny w Polsce, od wielu lat świętuje ten dzień na stacji. Tak minął dopiero drugi tydzień na stacji. Jeszcze wiele dni przed nami i jeszcze więcej pracy.
 
Urodziny Kazia
16 listopada
-
Następny tydzień rozpoczął się bardzo szczególnie. Poniedziałek był świętem narodowym - Świętem Niepodległości. Dla wielu z nas był to pierwszy ten dzień spędzony tak daleko od domu...  
   
Następnego ranka, zjawił sie u nas Polar Pioneer, zrzucając pierwszych, dla 38. Wyprawy turystów oraz dowożąc kilka beczek z paliwem. Następne dni były prawdziwym oblężeniem naszej bazy przez statki. W sumie przez tydzień odwiedziły nas 3 statki.  Każdy z nich miał około 100 turystów. 
 
Tęcza podczas wizyty turystów
   
Pod koniec tygodnia wyruszyła silna grupa na pobliskie pingwinisko. Zadaniem było policzenie gniazd pingwinów Adeli, co okazało się nie takim łatwym zadaniem przy tej liczbie ptaków.
   
Widok na pingwinisko przy stacji
Bartek w swoim żywiole
   
Podczas pobytu na pingwinisku, zaobserwowaliśmy 3 humbaki żerujące w zatoce. Udało nam się również podliczyć gniazda petreli olbrzymich.
   
Żerujące w zatoce humbaki
Petrel olbrzymi
 
 
 
Nad pingwiniskiem w poszukiwaniu dość łatwego kąska krążyły wydrzyki, które co rusz wykorzystując błędy pingwinów podkradały jajka z gniazd.
 
 
W oczekiwaniu na posiłek

 
 
 
W drodze powrotnej odwiedziliśmy grób Puchalskiego.
 
 
Grób Puchalskiego
9 listopada
-
Minął pierwszy tydzień pobytu nowej 38. Wyprawy w bazie. Tydzień ciężkiej pracy.
W końcu nastąpił dzień, w którym po długiej podróży opuściliśmy statek, nasz dom przez ostatnie 40 dni. Po  przekazaniu bazy i pożegnaniu 37. Wyprawy Polar Pioneer zniknął w oddali w drodze do Argentyny. My zajęliśmy się dokończeniem rozładunku świeżo przywiezionych z nami paczek. Każdy zajął się uporządkowywaniem swojego warsztatu pracy.
   
Silne wiatry i opadu śniegu na początku tygodnia nie dawały spokoju. W połowie tygodnia pogoda się poprawiła, w trasę wyruszył obserwator ekologiczny. Najpierw na pobliskie kolonie pingwinów.
   

Jednak w późniejszym czasie wyruszyła grupa mająca na celu odwiedzenia siedlisk zwierząt w okolicy Demey’a. Całodzienna wyprawa zakończyła się setkami zdjęć, kilkoma kilometrami w nogach, podliczeniem płetwonogich i powrotem do bazy w zaczynających się opadach śniegu.

   
Dla większej części 38. Wyprawy wszystkie zaobserwowane rzeczy przez tydzień były czymś nowym. Słoń morski utrudniający przejście z budynku mieszkalnego do warsztatów był taką nowością, że załapał się na kilka sesji zdjęciowych. Wejścia do bazy nieodłącznie pilnują wydrzyki, które przy każdym otwarciu drzwi mają ochotę wejść do środka. Co chwile przez bazę przechodzą gromadki pingwinów, co niektóre z nich zatrzymują się na nocleg i rano wyruszają w dalszą drogę.
   
Na koniec tygodnia prace na tyle się uspokoiły oraz warunki pogodowe i śniegowe były na tyle dobre, że mogliśmy wypróbować sprzęt narciarski znajdujący się na bazie. Przy okazji udało nam się wdrapać na Point Thomas i sprawdzić stan techniczny budynku z antenami oraz sprawdzić kamerę zamontowaną na górze.
   
W dzień gdy minął dokładnie tydzień pobytu na stacji kierownictwo zorganizowało małe przyjęcie z grillem w warunkach polarnych.

 
 
 
 
Wiadomości archiwalne - 2012 (wrzesień - grudzień) 
 
Projekt, realizacja, opieka serwisowa: ARKTOS © 2009-2017 IBB PAN ZBA